Lusia i przyjaciele - podwieczorek
czyli orzechy nie są tym czym się wydają
Książek o przyjaźni jest sporo, książek o jedzeniu trochę mniej. Książki o przyjaznym jedzeniu to rzadkość, a książki o jedzeniu w przyjaźni … - oto jedna z nich.
Nie zdradzimy wiele, jeżeli powiemy, że Lusia ma przyjaciół. Możemy pozwolić sobie nawet na to, żeby nie psując zabawy z obcowania z książką, wspomnieć o tym, że to zwierzęcy przyjaciel
Posuniemy się nawet do tego, żeby wspomnieć, że zarówno zawiązanie akcji, jej środek jak i spektakularny finał dzieją się mniej więcej w czasie podwieczorku.
A zdradzając tak wiele ważnych faktów i tak pozostawimy do doświadczania wraz z dziećmi to, co najważniejsze w tej książce – historię nowej przyjaźni opowiedzianej pięknymi ilustracjami.
Kanadyjska autorka i jednocześnie ilustratorka Marianne Dubuc (laureatka m.in. nagrody literackiej Gubernatora Generalnego Kanady w kategorii Ilustracja za książkę „Lew i ptak”), na 20 kartach, sprawną i radosną kreską, tworzy bardzo dobry grunt do rozmowy z dziećmi o przyjaźni, poświęceniu i dzieleniu się.
Książka pełna wyraźnych i miłych bohaterów, dzięki solidnemu (tekturowemu) wydaniu, bardzo dobrze nadaje się do wielokrotnego czytania, przerzucania stron, wskazywania palcami i odnajdywania szczegółów. Idealnie nadaje się też jako instrukcja mówiąca jak zdobyć przyjaciela. Bo przecież „Nie ma to jak podwieczorek z NOWYM przyjacielem”.
na półeczce dla malutkiego i odrobinę większego | bardzo mało tekstu | duże grafiki
